Rzemieślnicy z ośmiu łódzkich cechów zabiegają o uczniów, ale z mizernym skutkiem.
- W ubiegłym roku o tej samej porze mieliśmy już 25 chętnych do nauki zawodu rzeźnika, bezpośrednio w zakładach mięsno-wędliniarskich. A teraz zgłosiła się tylko jedna osoba - dziwi się Wacław Ciepłucha, kierownik z Cechu Rzeźników i Wędliniarzy. - To zdumiewające, bo po zdobyciu świadectwa czeladniczego nie ma problemów z pracą.
Na przyszłych rzeźników czeka ponad 80 miejsc praktycznej nauki zawodu.
Na zainteresowanych nauką rzemiosła nie może doczekać się m.in. Rafał Burzykowski z zakładu mechaniki samochodowej. - Mógłbym trzy osoby wyuczyć na mechanika samochodowego, ale na razie nikt jeszcze nie zapukał do zakładu. Czy wszyscy wybierają się na wyższe studia? - pytał ironicznie Rafał Burzykowski.
Źródło: Dziennik Łódzki
|